Spis treści

O. Maksymilian wśród japońskich dzieci.

Serce o. Maksymiliana coraz bardziej wypełniało pragnienie, by miłość do Niepokalanej rozgłaszać całemu światu i by wzrastała liczba oddanych Jej rycerzy. Postanawia wyjechać poza granice Polski – w kwietniu 1930 roku wraz z dwoma braćmi zakonnymi przybywa do Japonii. W Nagasaki zakłada klasztor i zaczyna wydawać „Rycerza Niepokalanej” w języku japońskim – „Seibo no Kishi”. Japończycy, widząc o. Maksymiliana – jego otwarte serce przepełnione miłością —  przyjmowali chrzest święty i z ufnością oddawali się Niepokalanej. W szybkim czasie o. Kolbe staje się ich duchowym ojcem, do którego lgną nie tylko dzieci, ale i dorośli spragnieni miłości Pana Boga.

Ciąg dalszy w MRN

Kochani Rycerze! Co jest najskuteczniejszą bronią każdego rycerza Niepokalanej? Oczywiście – różaniec! Weźmy więc go do naszych dłoni i walczmy odważnie, zdobywając dla Maryi serca tych, którzy są daleko od Pana Boga. W tym roku październik dla nas – rycerzy – jest wyjątkowo ważny. Dlaczego? Ponieważ 16 października 1917 roku św. Maksymilian w Rzymie założył Rycerstwo Niepokalanej, więc w tym roku obchodzimy 100. rocznicę powstania Ml (z łaciny: Militia Immaculatae tłumaczymy: Rycerstwo Niepokalanej).

Ciąg dalszy w MRN

autor: Melisek
tytuł: Tylko miłość jest twórcza

Maryja! Kochana Babciu!

Znów dość mocno opóźniłem się w pisaniu, przepraszam. Mam jednak nadzieję, że nie straciłaś do mnie cierpliwości. Bo otóż tym razem o niej właśnie chcę Ci napisać… Czas naszego pożegnania z Japonią zbliża się wielkimi krokami. Wpadliśmy więc na jeszcze jeden genialny pomysł. Kraj Kwitnącej Wiśni kojarzy się wszystkim z ryżem, ludźmi wysokim wzroście i skośnych oczach (co w rzeczywistości le nie jest zasadą), ubranymi w kimona, zieloną herbatą i oczywiście pismem, które przez ją niecodzienną skomplikowaność, otrzymało w Polsce miano „krzaczków”. Doszliśmy do wniosku, że dobrze byłoby rodakom po powrocie odrobinę to pismo przybliżyć i w związku z tym poprosiliśmy o. Lukę o nauczenie nas kilku najprostszych znaków. Ojciec z nieukrywaną radością zgodził się na naszą propozycję, a i ks. Adam wykazał wielkie zainteresowanie tym przedsięwzięciem. Przedwczoraj po kolacji odbyła się więc pierwsza lekcja. Śmiechu było co nie miara, ale oczywiście nie naszego, tylko o. Luki. Gdy widział pierwsze efekty naszych naprawdę usilnych starań, mimo wielkich chęci, nie był w stanie powstrzymać swojej radości. Po jakimś czasie nasze „krzaczki” nabrały jednak, choć odrobinę, prawdziwych kształtów. Ojciec Luka, z powagą prawdziwego „sensei” (nauczyciela) zauważył, że balansu to one w prawdzie za grosz nie mają, ale przeciętny Japończyk byłby w stanie je przeczytać. Tylko jednej osobie nic a nic nie wychodziło. Starał się chłopak naprawdę, ale jego kanji, hmmm, nijak rozszyfrować nie było ich można. Ks. Adam, widząc, że ja ze swoimi „rysunkami” uporałem się dość szybko, poprosił, żebym Józkowi, bo tak ten kolega ma na imię, pomógł. Oczywiście od razu chętnie się zgodziłem, ale po jakichś 10 minutach, gdy żadnych efektów nie było widać, mój zapał korepetytorski zaczął stygnąć. Co gorsze, zacząłem tracić cierpliwość. Musiałem się, Babciu, naprawdę nieźle w język gryźć, żeby czegoś przykrego Józkowi nie powiedzieć, choć zupełnie nie był winny. Wraz z każdym kolejnym nieudanym kanji, mojej cierpliwości ubywało. Aż nagle, w pewnym momencie, gdy już na te Józkowe krzaczki patrzeć nie mogłem i podniosłem głowę w górę, mój wzrok zatrzymał się na figurce Niepokalanej. W jednej chwili moje pełne zdenerwowania i oburzenia spojrzenie spotkało się z zupełnie innym spojrzeniem.

Ciąg dalszy w MRN

Cierpliwości najłatwiej nauczyć się przez modlitwą. Na przykład, gdy stoimy w długiej kolejce, można wziąć różaniec i odmawiać dziesiątkę różańca, albo cały, dzięki temu zajmuje nam to czas i nie nudzimy się. Cierpliwość najlepiej powierzyć Panu Jezusowi i pomodlić się, aby ci pomógł zwalczyć niecierpliwość.

Alicja Werle z Teresina

Ciąg dalszy w MRN

tytuł: Mama = Przykład

Październik to taki nastrojowy miesiąc. W nim człowiek staje się taki marzycielski. Liście lecą z drzew, deszcz kropi nieustannie, a my z nosami przy szybie myślimy o „niebieskich migdałach”… Eh, jak ten czas leci.

A pamiętacie, jak mieliśmy po 3-4 latka i marzyliśmy o tym, żeby być już dorosłymi? Dziewczyny, przyznajcie się… zakładałyście już korale i szpilki mamy? No, a chłopaki – ile razy coś zepsuliście, by to potem spróbować naprawić? I po co to? Skąd to takie nasze zachowanie? A no stąd, że nasi ukochani rodzice czy starsze rodzeństwo są dla nas autorytetem, czyli kimś, kogo uważnie obserwujemy i czerpiemy od niego dobry przykład.

Dla nas, rycerzy Niepokalanej, kimś takim jest Maryja. Ona już od dzieciństwa zapatrzona była w niebo. Zawsze z radością pełniła wolę Pana Boga, bo bardzo Mu ufała. Była niezwykła w swej dobroci i miłości do drugiego człowieka, dlatego Pan Bóg wybrał Ją na Mamę swego Syna. Nigdy się nie zachwiała w wierze, nawet wtedy, gdy stała pod krzyżem i widziała ludzką niesprawiedliwość. Cierpliwie pokonywała wszelkie trudy i nieustannie zachowywała pokój w sercu.

Dziś jest wzorem dla nas, jak mamy postępować, by być blisko Jezusa. Ona zawsze prowadzi nas do Niego.

autor: Rafał M. Antoszczuk, franciszkanin
tytuł: Zawieszenie dzwonu Zygmunt

Tego dnia jakoś dziwnie cicho było w holu muzeum. Janek z niepokojem rozglądał się w poszukiwaniu chłopców. Nagle spostrzegł ich, jak siedzieli pod jednym z obrazów i próbowali odgadnąć, co może przedstawiać malowidło, przed którym siedzieli.

— O czym tak dyskutujecie – zapytał Janek – myślałem, że dziś nie spotkamy się w naszym muzeum.

— Skąd taki pomysł – zapytał Damian.

— Rozmawiamy o tym obrazie i zastanawiamy się, co to za historię on przedstawia – wtrącił Filip.

— Ten obraz to kolejne dzieło Jana Matejki i przedstawia zawieszenie dzwonu Zygmunt w Krakowie, co miało miejsce w 1521 roku.

— Janku, a dlaczego akurat mistrz Jan uwiecznił zawieszenie tego dzwonu, a nie innego, przecież jest ich na Wawelu mnóstwo – pytał Damian.

— Pewnie to znowu jakiś symboliczny obraz tego autora – dopowiedział Filip. Janek popatrzył na chłopców i powiedział: — To prawda, masz rację. Autor chciał w sposób symboliczny ukazać potęgę i wspaniałość Polski, czego symbolem jest król Zygmunt Stary, umieszczony wraz ze swoją królewską rodziną pod bogato zdobionym baldachimem (jest tam siedząca królowa Bona z córką Izabelą, mały Zygmunt August, na głowie którego król położył rękę) wraz z dworem królewskim.

— Jejku, widać też tam siedzącego Stańczyka – krzyknął Filip.

— To prawda, jest i Stańczyk, którego poznaliśmy z obrazu mu poświęconego – odpowiedział Janek i kontynuował swoją opowieść. – Po drugiej stronie obrazu widać nowo odlany, dużych rozmiarów dzwon, który nosi imię króla. Od tej chwili jego dźwięk, a nie tylko rozmiar, będzie mówił po wsze czasy o wielkości Polski.

Ciąg dalszy w MRN

opracowała: Anna Wojszko
tytuł: Młody marzyciel

Drogie Dzieci, ostatnio poznaliśmy Franka. Pewnie pamiętacie, że nasz nowy przyjaciel to znakomity śpiewak. Przypomniał nam ostatnio, że warto rozwijać swoje talenty, bo to cieszy Pana Boga. Dziś zapraszam Was do poznania kolejnej historii chłopca.

Franek jako dziecko nie przepadał za grami, w które bawili się jego koledzy. Zawsze dołączał do chłopców, gdy go zapraszali, by nie sprawić im przykrości. Rozmawiał z nimi, śmiał się, ale nie było to zajęcie, które najbardziej by go cieszyło. Od maleńkości Franek chciał zostać księdzem. Gdy inni mówili, że chłopiec na pewno zostanie kolejarzem, on się zapierał:

— Nie zostanę kolejarzem, ponieważ bardzo chcę służyć Panu Jezusowi i ludziom.

Ze względu na to swoje wielkie pragnienie Franek lubił bawić się w Kościół. Choć właściwie dla niego nie była to zabawa. Wszystko, co związane z Mszą świętą, chłopiec robił bardzo poważnie. Gdy któreś z rodziców albo jego młodsza siostra Zilli zaczynali się śmiać, Franek kiwał z niezadowoleniem głową i pytał oburzony:

— Dlaczego się śmiejecie? W kościele nie można się śmiać! Nikt nie śmieje się z Mszy świętej!

Po takich słowach cała trójka milkła, by nie urazić Franka, który wielką wagę przykładał do Eucharystii. Pomimo tego, że chłopiec był jeszcze mały, rodzice często zabierali go na Mszę świętą lub na nabożeństwa. Bardzo dokładnie przyglądał się wszystkim gestom i przysłuchiwał każdemu słowu kapłana. Wszystko to później powtarzał w swojej „zabawie w Kościół”. Widząc jak Franek cieszy się tą zabawą, pewnego dnia przyszedł do niego tata i powiedział:

— Synku, mam dla ciebie prezent.

— Jaki, tatusiu, jaki? – zapytał podekscytowany chłopiec.

— Zrobiłem ci ołtarz i monstrancję – odparł tata.

— Tato, nawet nie wiesz jak się cieszę, nie mogłem dostać lepszego prezentu – powiedział rozradowany Franek.

Ciąg dalszy w MRN

autor: s. Brygida M., franciszkanka MI
tytuł: Nieugięci

Pastuszkowie z Fatimy z miesiąca na miesiąc żyli nadzieją kolejnego zobaczenia się z piękną Panią. To Ona dawała im siłę do znoszenia wielu cierpień i prześladowań, a na samo wspomnienie Jej przepełnionych miłością oczu robiło się lżej na sercu. Z utęsknieniem czekały na sierpniowe spotkanie z Maryją, jednak stało się coś, czego nikt się nie spodziewał… Kiedy trzynastego dnia tego miesiąca Łucja, Franciszek i Hiacynta wybierali się jak zwykle do Cova da Iria, zostali złapani i umieszczeni w więzieniu. Polecenie zamknięcia niewinnych dzieci wydał burmistrz miasta będący masonem. Straszono je i zmuszano do wyjawienia tajemnic powierzonych im przez Królową nieba. Grożono nawet, że zostaną usmażone na oleju! Mali bohaterowie pozostali nieugięci. Podczas przesłuchania powiedzieli nawet, że wolą umrzeć, niż pisnąć choćby słówko. Nawet w więzieniu, zamknięci razem z przestępcami, odmawiali Różaniec, a wszystkie cierpienia ofiarowali za nawrócenie grzeszników. Najstraszniejsza jednak była dla nich świadomość, że nie mogli zobaczyć się z Matką Bożą…

Ciąg dalszy w MRN

Drodzy Przyjaciele!

Znów przyszedł miesiąc, w którym częściej niż zwykle bierzemy różaniec do swoich dłoni. Tak, to w październiku Maryja wyjątkowo zaprasza nas do tej modlitwy. Nie zniechęcajcie się jej monotonią – Maryja nauczy Was pięknie rozważać tajemnice życia Jej i Pana Jezusa.

Ciąg dalszy w MRN

autor: ks. Jacek Pędziwiatr

Krótki wpis

Na Cudownym Medaliku, oprócz postaci Maryi, znaków i symboli, znajdziemy również napis: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami”. Zdanie jest krótkie. Policzmy: tworzy je zaledwie 9 wyrazów, zapisanych przy użyciu 37 liter i 7 spacji, co razem daje 44 znaki. Jeden zwykty esemes, podobnie jak wpis na Twitterze, może zawierać 140 znaków. A więc napis na medaliku to naprawdę krótka wiadomość od nas dla Niepokalanej.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Rodzina Kruków
tytuł: Podkładki ze sznurka

Kochani, w tym miesiącu proponujemy Wam wykonanie podkładek ze sznurka. Użyliśmy różnych grubości sznurków, ponieważ chcemy zrobić podkładkę pod dzbanek, kubek i na pniak do siedzenia. Wydaje się to proste zadanie, ale trzeba włożyć w nie wiele trudu i precyzji.

Ciąg dalszy w MRN

autor: O. Masatoshi Yamaguchi
tytuł: Niepokalanów w Japonii

O. Masatoshi Yamaguchi jest proboszczem parafii w Hongochi (Nagasaki). Przełożonym Niepokalanowa japońskiego oraz Prezesem Rycerstwa Niepokalanej w Japonii.

– Kiedy Ojciec po raz pierwszy spotkał się z postacią św. Maksymiliana?

– Do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych wstąpiłem w wieku 24 lat. Wtedy też, gdy po raz pierwszy pojechałem do Nagasaki, dane mi było spotkać się z duchowością św. Maksymiliana, co uważam za wielką łaskę.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Małgorzata Nawrocka
tytuł: Królik z kapelusza

— Uuuuaaaau!

— Panie Profesorze, nic się panu nie stało?! — Nic, Michałku! Stołek przedwojenny, solidna robota. Nie załamał się pode mną, dzięki Bogu.

— Oj, to dobrze! Ale wyglądał pan Profesor jak akrobata, albo jeszcze bardziej jak… sztukmistrz!

— Sztukmistrz? W moim wieku?

— Albo nawet jak iluzjonista! Uwielbiam popisy iluzjonistów!

— Naprawdę?

— Tak! A pan Profesor nie uwielbia?

— No jakoś tak… Niekoniecznie… Pomóż mi zejść, Michałku!

— Dlaczego?

— No. bo się boję, że spadnę razem z tym nie powieszonym obrazem, oczywiście!

— Nie, nie, to rozumiem, ale dlaczego pan Profesor nie uwielbia iluzjonistów? Czy to coś złego jak magia?

— Nie, nie, tak o tym nie można powiedzieć.

— Więc dlaczego?

— Uparty dziś jesteś, Michałku! Uf! Już po stresie. Usiądę sobie chwilę w fotelu i odzipnę. Czy mogę prosić o szklaneczkę wody, chłopcze?

— Proszę bardzo!

— Dziękuję! Jak dobrze, że się nie połamałem. W moim wieku to byłby duży kłopot.

— Odpowie mi pan teraz, panie Profesorze?

— Na pytanie o iluzjonistów? Oczywiście. skoro aż tak ciebie to interesuje. Nie przepadam za popisami iluzjonistów, bo zawsze czuję się trochę oszukany.

— Oszukany? Że pan zapłacił za bilet, a było kiepskie przedstawienie?

— Nie o to chodzi, Michałku. Oszukany, bo na tym polega właśnie sztuka iluzji. Ma mi się zdawać coś, co nie istnieje, czego nie zdążyłem zauważyć, czego tajemnic albo zasad działania nie znam. Na takich pokazach czuję się po prostu oszukiwany na własną prośbę i w dodatku za własne pieniądze. Dlatego, jak to nazwałeś, „nie uwielbiam”.

— Ale panie Profesorze! W teatrze też przecież wszyscy udają i w filmie… I często tam również pan nie wie, jak te triki działają, a lubi pan teatr i kino, prawda?

— Dobry teatr i dobre kino – tak. Jednak z iluzją jest inaczej.

Ciąg dalszy w MRN

autor: ks. Jan Bury
tytuł: Modlitewne wsparcie – Japonia

Ks. Jan Bury salezjanin, pochodzi z Istebnej w Beskidach. Do Japonii na misje wyjechał 16 sierpnia 1974 roku. Tam 25 lutego 1981 roku przyjął święcenia kapłańskie. Do dziś przebywa w Aino, archidiecezji Nagasaki, od którego do Niepokalanowa japońskiego, który założył św. Maksymilian, dzieli go 40 minut jazdy samochodem. Jest to najmniejsza parafia w całej archidiecezji.

Oto czym dzieli się ks. Jan z Wami:

Szczęść Boże!

Kochani Czytelnicy, jestem w Japonii już długo i jest mi tu bardzo dobrze, choć od mojej wspólnoty dzieli mnie ponad 3 godziny jazdy samochodem. Wasi rówieśnicy potrzebują Waszej modlitwy, ponieważ żadne z dzieci nie jest ochrzczone. Wraz z Paniami nauczycielkami uczymy ich modlitwy – codziennego pacierza, aby poznali prawdziwego i jedynego Boga, aby się nawrócili. Spytałem kiedyś br. Zenona Żebrowskiego, franciszkanina, który przyjechał tu na misje razem z o. Maksymilianem, o to, co zrobić, by ta biedna duchowo Japonia nawróciła się. On popatrzył na mnie i po chwili odpowiedział: „To ty i ja musimy się najpierw nawrócić”. Dlatego módlmy się najpierw o własne nawrócenie i świętość, a nasza przemiana serca niech przyniesie owoce wielkich nawróceń japońskich dzieci i ich rodziców.

Pozdrawiam Was serdecznie i proszę gorąco o modlitwę.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Janusz Jaraźny
tytuł: Mars

Od zawsze fascynowała ludzi. Ze wszystkich znanych planet szczególnie oddziałuje na naszą wyobraźnię. Na ziemskim niebie pojawia się samotnie bądź w towarzystwie bystrej i rozpalonej Wenus. Pierwsze i dokładne obserwacje planety poczynił pewien mądry astronom, Galileusz. Mówią o niej Czerwona Planeta. Zapnijcie więc pasy i wstrzymajcie oddech, czeka nas bowiem twarde lądowanie.

Stała powierzchnia, unoszący się kurz, krajobraz pustynny i faktycznie… Niebo jest czerwone, ziemia jest czerwona… Mars swój wygląd zawdzięcza rdzy. Ma to związek z wodą, a właściwie jej brakiem. Była i wyparowała, a powierzchnia planety, bogata w żelazo, po prostu zardzewiała. Obecnie pokrywa ją gruba warstwa czerwonego piasku. W przeszłości Mars był cieplejszy i otoczony grubą warstwą chmur. Wzrastająca peratura spowodowała częściowe atmosfery, ochłodzenie i brak wody.

Ciąg dalszy w MRN

autor: s. Hildegarda M., franciszkanka MI
tytuł: Niepokalana jest cierpliwa!

Kegarenaki Seibowa Nintai dzuyoi desu!

Ciąg dalszy w MRN