Ledwo młody o. Maksymilian rozkręcił się z dziełem Rycerstwa w Krakowie, a już musiał wyjechać. Tym razem z powodu gruźlicy wylądował w Zakopanem. Status pacjenta nie sprawił jednak, że zajął się tylko sobą. Wręcz przeciwnie – stał się i tam gorliwym apostołem, zwłaszcza wśród niewierzących. O tym w kolejnym odcinku opowieści „Życie św. Maksymiliana”.

W połowie czerwca 1920 roku ojciec Maksymilian Kolbe musiał opuścić Kraków i udać się do Lwowa, by zastąpić w wychowywaniu nowicjuszy ojca Wenantego Katarzyńca, który zachorował na gruźlicę.

Ojciec Wenanty żegnając wychowanków powiedział: „Odjeżdżam na odpo­czynek, ale o was jestem spokojny, bo oto macie przed sobą innego mistrza, który przyjechał z Rzymu z zapasem wiedzy i duchowego wyrobienia”. Ojciec Kolbe wykładał młodym ascetykę, czyli uczył, jak mają dążyć do świętości, oraz liturgię i historię Zakonu franciszkańskiego.

Na rekreacjach spacerował z nowicjuszami po ogrodzie klasztornym, a czasem chodził z nimi na przechadzki za miasto. Poruszał różne tematy. Mó­wił, jak Bóg urządził wszystko celowo w przyrodzie. Opowiadał, jak powsta­ło Rycerstwo Niepokalanej. Wyjaśniał astronomię i zapowiadał loty kosmicz­ne na księżyc i planety. Jeden z nowicjuszy wyznał potem: „Gdy wieczorem byłem sam w pokoju, a księżyc przez okno jasno świecił, myślałem o locie na srebrny glob”.

Niedługo jednak cieszyli się młodzi z obecności ojca Maksymiliana. Doktor Rencki wykrył i u niego gruźlicę i wysłał go zaraz, 10 sierpnia, do Zakopanego na leczenie. Zamieszkał tam na Gubałów­ce w Szpitalu Klimatycznym, który prowadziły Siostry Sercanki. W kaplicy szpitalnej odprawiał codziennie Mszę świętą. Służył też cho­rym jako kapelan, zjednując sobie ich serca swym taktem i dobrocią.

Na polecenie lekarza dużo leżakował na werandzie na świeżym powietrzu, spoglądając na bliskie Tatry, i korzystał z dobrego odżywiania. Pod koniec września donosił bratu: „W lewej stronie płuc już jest dobrze, ale z prawej jeszcze się nie zagoiło”. Wkrótce potem pisał z humorem: „Lekarz chce się zabawić w murarza i te dziury (w płucach) wapnem (dobrze, że jeszcze nie ce­głami) zatynkować”, żeby się zabliźniły. Czasem podnosiła się gorączka, raz do 40 stopni. 25 marca 1921 roku rana w płucach jeszcze nie była zagojona. Dużo się modlił. Rozczytywał się w książce (już po raz trzeci) o słudze Bożej Gemmie Galgani pod tytułem „Głębie duszy”, która, jak wyznał matce, więcej mu dobrego zrobiła, niż rekolekcje. Czasem nucił sobie ulubioną pieśń fran­cuską „Wkrótce już ujrzę Ją”, tęskniąc za Niepokalaną. Był gotowy na śmierć.

List do swego kolegi br. Hieronima Biasi, który też chorował, zakończył sło­wami: „Wkrótce – w raju”.

Ojciec Kolbe wykorzystywał pobyt w Zakopanem, by pozyskać jak naj­więcej dusz dla Boga przez Niepokalaną. „Przemiłym swym uśmiechem jed­nał i porywał serca wszystkich”. Na przechadzkach nawiązywał rozmowy z robotnikami i kuracjuszami. Mówił o braku rozsądku u niewierzących i o wielkim szczęściu, jakie mają ci, co wierzą w prawdy wiary chrześcijańskiej i żyją według tej wiary.

W czasie jednej z takich przechadzek studenci, którzy leczyli się w sąsied­nim szpitalu, zwanym „Bratnia Pomoc”, poprosili go, by ich odwiedzał w czwartki w godzinie przyjęć. Chętnie go słuchali, choć wielu uważało się za niewierzących. Miał dla nich serię pogadanek, zaczynając od istnienia Boga i kończąc na Bóstwie Chrystusa. Odpowiadał na ich zapytania. Zachęcał do czytania książek religijnych, które sprowadzał. Wielu się nawróciło i odbyło spowiedź u ojca Maksymiliana, a jeden z najgorliwszych jego słuchaczy, Żyd, czując zbliżającą się śmierć, poprosił go o chrzest.

Bywało, że umierający w „Bratniej Pomocy” wzywali go w nocy z posługą kapłańską. Ilekroć powiadomiła go o tym Anna Gibas, pielęgniarka, spieszył zaraz ze Szpitala Klimatycznego, nawet wśród burzy i śnieżycy, mimo że miał drogę pod górę i sam był nieraz w gorączce. „Biegł wprost tam, gdzie doga­sało czyjeś młode życie”.

Ojciec Kolbe, dowiedziawszy się, że w Zakopanem jest obóz dla jeńców bolszewickich – było ich tam około 40 – odwiedzał ich i wypożyczał książki religijne w języku rosyjskim, o które się postarał pisząc do Krakowa. Niektórzy doszli do przekonania, że Jezus Chrystus zało­żył tylko jeden Kościół, a któryś wyznał, że głową Kościoła jest Papież. Wszy­scy przed wyjazdem do Rosji otrzymali medaliki Niepoka­lanej.

Pod koniec po­bytu w Zakopanem doszła ojca Maksy­miliana wiadomość, że 31 marca 1921 roku umarł świąto­bliwie ojciec Wenanty Katarzyniec. Pocieszał się, że teraz będzie miał orędownika w niebie.

MRN 02 1999, o. Jerzy M. Domański

Poprzednie odcinki:

Niedostępne online:

  1. Urodził się w Zduńskiej Woli

  2. Kim będzie to dziecię?…

  3. Mieszkał też w Łodzi

  4. Wychował się w pobożnej rodzinie

  5. Od dzieciństwa często w kościele

  6. Mundzio wzorowym uczniem

  7. Wychowany w miłości Ojczyzny

  8. Dzieciństwo sielskie, anielskie

  9. Mundziu, co z Ciebie będzie

  10. W Pabianicach – misje franciszkańskie

    Dostępne online:

  11. Przez zieloną granicę do Lwowa

  12. W Małym Seminarium Franciszkańskim

  13. Przyrzekł Niepokalanej, że będzie walczył dla Niej

  14. Matka ratuje powołanie

  15. Ze Lwowa przez Kalwarię do Krakowa

  16. Na studia wyższe do Rzymu

  17. Studiuje filozofię na Gregorianum

  18. Zakłada Rycerstwo Niepokalanej

  19. W 1918 r. otrzymuje święcenia kapłańskie

  20. Kończy studia w Rzymie

  21. Pierwsze lata w wolnej Polsce