Spis treści

Maryja! Kochani!

Po darze mądrości przyszedł czas, by zastanowić się, w czym pomaga nam dar rozumu. Zachęcam do wyprawy z rycerzykiem Zbyszkiem i kosem Paciorkiem -z nimi na pewno nie będziecie się nudzić!

W tym miesiącu pamiętajmy szczególnie o modlitwie za wszystkich braci i siostry zakonne, którzy poświęcili swoje życie Panu Bogu, ponieważ 2 lutego w święto Ofiarowania Pańskiego, inaczej Matki Bożej Gromnicznej, obchodzimy Dzień Życia Konsekrowanego.

A 14 lutego rozpoczynamy Wielki Post -czas zrobić dobre postanowienia. Do boju więc, dzielni rycerze!

autor: o. Wit Lewmorski, franciszkanin
tytuł: W gardle labiryntu

Mały rycerz Niepokalanej Zbyszko i kos Paciorek czekali na anioła, który ukazał się na początku roku. Obaj spodziewali się, że posłaniec zjawi się po modlitwie Anioł Pański przy kapliczce nadal okrytej grubo śniegiem. Paciorek, drżąc z zimna, zaczął świergotanie:

— Może to wszystko nam się tylko wydawało? Przez to długie czekanie jestem głodny! – i zaczął grzebać pazurkami w śniegu.

— Nie znajdziesz tu obiadu, bo robaki śpią głęboko pod zmarzliną. Ale może je wybudzimy i same wyjdą do ciebie, he, he! i Zbyszko dla żartu i rozgrzewki zaczął skakać. Nagle poczuł, że wpada do dziury w ziemi. Znikając, zdążył chwycić się ogonka Paciorka i razem znaleźli się w podziemnych ciemnościach.

— To na pewno pułapka! Ten anioł chyba nie był z nieba!

— Paciorku, nie kracz! Nie jesteś przecież wroną, tylko kosem! Musimy się jakoś wydostać.

Szli długo po omacku i potykając się co raz o ten sam korzeń, zrozumieli, że chodzą w kółko. — Paciorku! To mi wygląda na labirynt – w poczuciu bezradności zaczęli się modlić. Wtem spostrzegli trzy ogniki.

— Robaczki świętojańskie! -zagwizdał Paciorek. – Gdyby nie to, że potrzebujemy światła, połknąłbym je z głodu!

Ale świetliki okazały się czymś innym. Zbliżyły się i odezwał się głos: — Ave Maryja! Jestem aniołem, którego spotkaliście w styczniu. Widzicie latarnie Aniołów Stróżów. Pan Bóg postanowił was najpierw wybadać. Doświadczył was, abyście nauczyli się korzystać z daru rozumu. To zaprawa do misji, którą przyjęliście od Matki Bożej. Zapamiętajcie! Dar rozumu jest kierowaniem się Bożymi przykazaniami.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Czytelnicy
tytuł: Co pomaga mi podjąć dobrą decyzję?

Moim zdaniem pomaga mi zawsze mama i Jezus w podjęciu dobrej decyzji, ponieważ są dla mnie najbliżsi i bardzo Im zależy na mnie.

Marysia Pstrąg ze Śliwic

Ciąg dalszy w MRN

autor: Miriam i Janek
tytuł:
Z Nią zwyciężymy

Na ostatnim naszym spotkaniu mówiliśmy o tym, co trzeba robić, aby w rękach Matki Bożej stać się jak narzędzie w ręku mistrza. Ufam, że udało Wam się wypełnić zadanie domowe i Wasz kalendarz pełen jest szerokich uśmiechów.

Dzisiaj spróbujemy przygotować się do bardzo ważnej bitwy, którą musi stoczyć każdy rycerz, jeśli całym sercem (a nie tylko jego połową) chce służyć Matce Bożej. Na początku przyjrzyjcie się figurze Niepokalanej, takiej, jaką na swoim biurku miał św. Maksymilian. Zobaczycie tam dobrze znany Wam obraz. Maryja stoi na kuli ziemskiej i stopami depcze odwiecznego wroga – szatana. Ojciec Maksymilian wiedział doskonale, że nie jest to tylko symbol, ale bolesna prawda. Szatan jest wciąż zapracowany. Nie pozwala sobie nawet na chwilę odpoczynku, lecz wciąż szuka serc, do których mógłby wejść i sprowadzić je na złą drogę. Dlatego jako rycerze Niepokalanej musimy wytężyć wszystkie siły, aby odbić z jego rąk jak najwięcej dusz, nie tylko w naszym domu czy wiosce, ale na całym świecie. Lecz trzeba pamiętać, że zanim wyruszymy na podbój świata, musimy stoczyć pojedynek na najtrudniejszym polu, jakim jest własne serce.

Misja do wypełnienia:

Każdego wieczoru napiszcie na jednej z karteczek postanowienie, które będzie Waszym głównym zadaniem na dzień następny. Jeśli na przykład ciągle z kimś się sprzeczacie, postanówcie sobie, aby w danym dniu tego nie czynić. W ten sposób, tak jak Niepokalana, zdepczecie głowę węża, gdyż zgasicie płomyczek zła, zanim jeszcze rozwinie się wielka kłótnia.

autor: o. Rafał M. Antoszczuk, franciszkanin
tytuł: Otrucie Królowej Bony

— Janku, czemu tak się zamyśliłeś? – zapytał Damian.

— Patrzę na smutny obraz, który namalował Jan Matejko, i tak jakoś smutno mi się zrobiło.

— Jejku, a co to za pani i czemu ten obraz jest taki ponury? – zauważył Filip.

— Ten obraz przedstawia otrucie królowej Bony – powiedział lekko zamyślony Janek. – Zaginął po II wojnie światowej i odnaleziony został w 1996 roku.

— A możesz nam coś o nim opowiedzieć? – zapytał Damian.

— Oczywiście, zrobię to z wielką przyjemnością, jak zawsze zresztą – ożywił się Janek i rozpoczął swoją opowieść. – Na pierwszym planie ukazana jest postać siedzącej na tronie królowej Bony, która dwanaście lat po śmierci swojego męża, króla Zygmunta Starego – jego portret umieszczony jest w tle kompozycji obrazu, wróciła do Włoch i zamieszkała w zamku w Bari.

— Aaa… To dlatego jest namalowana w takiej czarnej sukni, bo była wdową… – zauważył Filip.

— Ja słyszałem, że jak wyjeżdżała z Polski, to zabrała ze sobą wiele skarbów – wtrącił Damian.

— To prawda – powiedział Janek i dodał – Bona wywiozła kosztowności, złoto i srebro w 24 zapakowanych wozach. To wielkie bogactwo było przyczyną rozmów dworzanina królowej, Włocha Pappacody, o udzielenie wielkiej pożyczki dla króla Filipa II Hiszpańskiego. Symbolem tego bogactwa są kosztowności, które Matejko namalował na obrazie. Chodziło także o to, by zaciągnięty dług nie musiał być spłacany. Pappacoda uknuł spisek otrucia królowej z włoskim lekarzem di Materą. To właśnie lekarz, w geście niezwykłej usłużności, podaje królowej kielich z trucizną. Wydarzeniu temu przyglądają się dworzanie umieszczeni w głębi sali oraz służka stojąca przy tronie królowej.

Wszyscy oni ukazani są w taki sposób, jakby wiedzieli, co się dzieje.

— O luuuudzie!!! – krzyknął Filip. – I nikt nie zareagował? Co to za ludzie? A to dlatego na jej tronie namalowano takiego węża? To symbol otrucia?

— Masz rację! – krzyknął Damian.

Ciąg dalszy w MRN

opracowała: Anna Wojszko
tytuł: Troskliwy opiekun

Kochane Dzieci, niedawno zakończyła się nasza opowieść o Franku, ale dziś poznamy kolejnego małego przyjaciela.

1 lipca 1967 roku w Moncalieri we Włoszech przyszedł na świat Silvio Disegna. Silvio miał brata Carlo. Obaj swoje imiona zawdzięczają świętym patronom: Silvio – św. Silviusowi, zaś Carlo -św. Karolowi Boromeuszowi.

Rodzina, w której wychowywali się chłopcy, była bardzo zgodna. Dzieci czuły się w niej bezpieczne, były radosne i przede wszystkim bardzo kochane przez swoich rodziców.

Pewnego razu na stole przy obiedzie zabrakło wina, a że zwyczajem było, aby na włoskim stole nigdy go nie zabrakło, trzyletni Silvio, nie zastanawiając się, pobiegł do piwniczki po butelkę. Była ona tak duża, że chłopiec, gdy ją niósł, wywrócił się i niefortunnie ją rozbił. Potem bardzo płakał i zapewniał rodziców:

— Ale ja przecież tylko chciałem pomóc tacie.

— Synku, my dobrze wiemy, że chciałeś pomóc. Następnym razem jednak przyjdź do nas, a pójdziemy razem do piwniczki – odpowiedzieli rodzice, troskliwie tuląc syna.

Ciąg dalszy w MRN

autor: s. Brygida M., franciszkanka MI
tytuł: Światło w grocie

Bernadka często wychodziła do lasu, by przynieść trochę gałęzi, którymi państwo Soubirous ogrzewali dom. Tego dnia, a mianowicie 11 lutego 1858 roku, dziewczynka wyruszyła po drewno razem ze swoją siostrą Antosią i koleżanką Joanną. Rozmawiały żywo i radośnie – nawet nie zauważyły, że są już na miejscu. Tylko Bernadka lekko niepewnie stawiała kolejne kroki w nieznanej części lasu. Przepływał tędy potok Gave, a tuż przy brzegu znajdowała się wysoka, urwista skała, w niej zaś grota o nazwie Massabiel. Antosia i Joanna w oka mgnieniu przeszły przez lodowatą wodę i znalazły się po drugiej stronie potoku. Bernadka zaś schyliła się, by zdjąć buty i właśnie w tej chwili poczuła silny powiew wiatru, któremu towarzyszyły dźwięki nadchodzącej burzy. Rozejrzała się… Znów uderzył w nią silny podmuch powietrza. Obróciła się i spojrzała w stronę groty. Krzak dzikiej róży rosnący tuż przy wejściu dosłownie tańczył w rytm wiatru. W jednej sekundzie nastała cisza, a z ciemnego wejścia w głąb skały wyłoniło się jasne, ciepłe światło, od którego nie można było oderwać oczu. Po chwili przybrało ono postać prześlicznej, młodej dziewczyny. Miała na sobie białą sukienkę z niebieską szarfą i welon. Buty były przyozdobione złotymi różyczkami. Z Jej ramienia opadał różaniec w tym samym kolorze. Zatrzymała się przy różanym krzaku i pięknie uśmiechnęła do nieco wystraszonej Bernadki.

Ciąg dalszy w MRN

Maryja!

Moi Kochani – chcę Wam powiedzieć o czymś bardzo ważnym: Pan Bóg tak bardzo nas kocha, że nie tylko przyszedł do nas jako Człowiek, ale również cierpiał za nas, abyśmy byli szczęśliwi. Niech Maryja w tym Wielkim Poście pomoże nam odwdzięczać się Panu Jezusowi miłością za tę Jego miłość!

Ciąg dalszy w MRN

autor: Marzena Zgłobicka
tytuł: Zasady pisowni: U

Uje się nie kreskuje! Zapamiętaj to na zawsze!

Ciąg dalszy w MRN

autor: Marzena Zgłobicka
tytuł: Matka Boża z Lourdes

ŻYŁA NA ŚWIECIE UBOGA DZIEWCZYNKA,
CO SERCE CZYSTE I DOBRE MIAŁA.
GDY RAZ PO LESIE SOBIE CHODZIŁA,
PIĘKNĄ PANIĄ W GROCIE UJRZAŁA.

JEJ SZATA BIAŁA I WELON BIAŁY,
Z RÓŹ RÓŻANIEC TRZYMAŁA W RĘCE,
A TAK SIĘ DZIEWCZYNCE PRZEDSTAWIŁA:
„JESTEM NIEPOKALANYM POCZĘCIEM”.

STRACH ODJĄŁ SERCE BERNADETY,
WIĘC MODLIĆ SZCZERZE SIĘ ZACZĘŁA,
RAZEM PACIORKI PRZESUWAŁY,
A POTEM PANI GDZIEŚ ZNIKNĘŁA.

WRACAŁA JEDNAK DO TEJ GROTY
I OBJAWIAŁA SIĘ DZIEWCZYNIE,
A NA PAMIĄTKĘ TYCH OBJAWIEŃ
Z GROTY CUDOWNE ŹRÓDŁO PŁYNIE.

W LOURDES TA HISTORIA SIĘ ZDARZYŁA,
A PAMIĘĆ O NIEJ POZOSTAŁA,
NIEJEDNA DUSZA SIĘ TAM NAWRÓCIŁA,
NIEJEDNA TAKŻE WYZDROWIAŁA.

MATKA Z LOURDES CICHA, UŚMIECHNIĘTA
PROSI, BY LUDZIE SIĘ MODLILI,
BY TA MODLITWA I POKUTA
WSZYSTKICH GRZESZNIKÓW NAWRÓCILI.

autor: Janusz Jaraźny
tytuł: Saturn

Jego widok zapiera dech w piersi. Jest piękny niczym klejnot, a wszystko za sprawą otaczających go pierścieni. Z daleka wyglądają imponująco, poruszają się płynnie. Przyznacie, że nie mają sobie równych. Ale z bliska robi się niewesoło.

Ciąg dalszy w MRN

autor: ks. Józef Niżnik
tytuł: Zacznijcie mnie czcić!

Nazywam się Józef Niżnik, jestem kapłanem i proboszczem. Na samym początku Drogie dzieci chcę Wam powiedzieć, że mówi do Was kapłan, który spotykał się z wielkim świętym.

Jest Ksiądz proboszczem parafii pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Strachocinie, ale ta parafia stała się znana za przyczyną innego świętego, którego?

Strachocina znana jest przez św. Andrzeja Bobolę. Jest to święty, który urodził się w XVI wieku, a zginął w wieku XVII. Pochodził z rodziny szlacheckiej. Był posłany do szkoły jezuickiej w Braniewie gdzie odkrył, że Pan Jezus powołuje go na kapłana. Był bardzo gorliwy i zyskał nawet tytuł „Duszochwat”, czyli „łowca dusz”, bo wielu grzeszników dzięki ojcu Andrzejowi zmieniło swoje życie. Andrzej dla miłości Boga oddał swoje życie. Pius IX powiedział, że jest to największy męczennik Kościoła. Pogrzeb Andrzeja był bardzo skromny i po śmierci w krótkim czasie o Andrzeju wszyscy zapomnieli. Pan Bóg miał jednak inne plany i nie pozwolił o Andrzeju zapomnieć.

Co to znaczy?

Pierwszy raz Andrzej Bobola objawił się 45 lat po swojej śmierci. Wtedy kazał odszukać swoją trumnę, dodał: „Jeśli posłuchacie mnie, to obronię was przed Szwedami”. Znaleziono trumnę w Pińsku, a ciało było w niej zachowane od rozkładu i zaczęły dziać się cuda. Szwedzi nie zniszczyli miasta i rozpoczęto przygotowania do wyniesienia Andrzeja na ołtarze. Likwidacja zakonu jezuitów to uniemożliwiła, ponieważ Polska znalazła się pod zaborami i zniknęła z map świata.

I co dalej?

Andrzej drugi raz się objawia w roku 1819. Tym razem objawia się kapłanowi z zakonu dominikanów i zapowiada, że Polska znowu będzie na mapach świata, co spełniło się dopiero po 99 latach. Mówi, że będzie patronem Polski, co spełniło się  dopiero w 2002 roku. I powiedział wtedy, gdy będzie głównym patronem Polski, to nasza Ojczyna będzie pełna rozkwitu.

Ale my mamy już głównych patronów?

Tak, to prawda. Ale w przypadku św. Andrzeja Boboli chodzi o inny patronat nad Ojczyzną. Gdy Andrzej będzie w sercach Polaków patronem Polski, to Bóg otoczy naszą Ojczyznę szczególną opieką i darzyć ją będzie wyjątkowym błogosławieństwem.

Skąd jest Ksiądz tego pewien?

Bo wiem, jak bł. Andrzej Bobola przyczynił się do Cudu nad Wisłą. Otóż, kiedy Polska znalazła się w niebezpieczeństwie ze strony bolszewików we wszystkich kościołach miasta, rozpoczęto nowennę do tego świętego o uratowanie Warszawy. W ostatnim dniu nowenny dokonał się Cud nad Wisłą. Bolszewicy gdy się dowiedzieli, że Polacy bł. Boboli przypisują zwycięstwo, kazali odszukać jego trumnę i przywieźli ją do Moskwy, a potem sprzedali ją Stolicy Apostolskiej. Pius XI kanonizował Andrzeja 17 kwietnia 1938 roku i  postanowił, aby trumna z relikwiami znalazła się w Polsce. Od czerwcu 1938 roku znajduje się w Warszawie na ul. Rakowieckiej.

Ale też wiem, dlatego, że św. Andrzej Bobola tak jak przychodził do kapłanów w Pińsku, w Wilnie przyszedł też i do mnie w Strachocinie.

Jak to? Ksiądz widział św. Andrzeja Bobolę?

Tak, widziałem. Było to 16 maja 1983 roku, wtedy zadałem pytanie pojawiającemu się kapłanowi: „Kim jesteś i czego chcesz?”. Usłyszałem: „Jestem św. Andrzej Bobola. Zacznijcie mnie czcić w Strachocinie”.

Ojcowie jezuici przekazali parafii relikwie św. Andrzeja, które 16 maja 1988 roku umieściliśmy w ołtarzu zbudowanym ku jego czci. Od tego czasu, co miesiąc ludzie przybywają do Strachociny, by się modlić do Boga za przyczyną św. Andrzeja Boboli. 19 lat później kościół w Strachocinie stał się sanktuarium św. Andrzeja.

Co Ksiądz chciałby na koniec powiedzieć małym Rycerzom Niepokalanej?

Chciałbym życzyć, aby wszystkie dzieci pokochali Matkę Boża, tak jak Ją kochał św. Andrzej Bobola. Chciałbym też prosić, aby Rycerze Niepokalanej zainteresowały się tym Świętym. On może Wam i Waszym bliskim wyprosić wiele łask u Boga. Od niego możecie się nauczyć kochać Kościół i Ojczyznę.

Uważam, że św. Andrzej Bobola zaprosił Siostry Rycerstwa Niepokalanej, aby  propagowały jego kultu i opiekowały się jego sanktuarium w Strachocinie, gdzie znajduje się też ołtarz ku czci św. Maksymiliana. W tej parafii powstał pierwszy w Polsce Niepokalanów Żeński, gdzie wstępują dziewczyny z całej Polski, aby tu uczyć się realizować charyzmat Rycerstwa Niepokalanej.

Kochane Dzieci, bardzo Wam dziękuję! Zapraszam Was do Strachociny, to jeszcze Wam więcej o tym niezwykłym Świętym opowiem. A, że warto tu przyjechać pozwólcie, że przytoczę choć jedno świadectwo.

Wierzę, że św. Andrzej Bobola znów przyszedł mojej rodzinie z pomocą i sam upomniał się, aby to właśnie jego poprosić o pomoc w ważnej sprawie. Mój syn poszedł dziś do nauczyciela, aby zaliczyć bardzo trudny i obszerny materiał z języka rosyjskiego. W tym samym czasie poczułam, że chcę prosić św. Andrzeja, aby poszedł na ten egzamin razem z nim i przez Niepokalaną uprosił mu u dobrego Boga łaskę poprawnej odpowiedzi na pytania nauczyciela. Prosiłam św. Andrzeja, gdyż sam tak wiele wycierpiał na terenach, gdzie ludzie rozumieją tę piękną rosyjską mowę. Prosiłam też, by Andrzej Bobola przyczynił się do większej wiary młodego pokolenia Polaków w Świętych obcowanie. Ledwie skończyłam moją modlitwę, syn napisał sms, że właśnie zaliczył. Dziękuję Panu Bogu za tak mężnego i dobrego Patrona naszej Ojczyzny, jakim jest św. Andrzej Bobola. Mama

autor: s. Brygida M., franciszkanka MI
tytuł: Z Jej pomocą

W domu Kolbów czasem brakowało pieniędzy, ale nigdy miłości. Młodemu małżeństwu coraz trudniej było utrzymać się z pracy tkackiej, dlatego postanowili przenieść się do Łodzi. Juliusz otrzymał tam dobrze płatną posadę. Wkrótce też na świat przyszło kolejne maleństwo. Jego radość na widok nowo narodzonego chłopczyka była niewypowiedziana. Na cześć św. Józefa, którego Kolbowie czcili prawie tak gorliwie jak Niepokalaną, dziecko otrzymało imię -Józio. Marianna z wielką czułością zajmowała się trójką uroczych pociech. Jednak w niewielkim, skromnym mieszkaniu zrobiło się nieco ciaśniej i coraz częściej z półek spadały mniej lub bardziej cenne rzeczy – Franek i Mundek mieli bowiem w sobie niewyczerpaną energię.

Pewnego razu Marianna zwierzyła się mężowi ze swoich obaw.

— Julku, boję się o naszych chłopców. Tak staramy się wychować ich na dobrych ludzi, a zobacz… Dzielnica, w której mieszkamy, jest niebezpieczna. Pełno tu chuliganów. Aż strach wyjść wieczorem na ulicę. Nie znajdą tutaj dobrego przykładu.

— Wiem, Maniu, wiem.   Ale teraz przynajmniej nie brak nam pieniędzy na chleb – odrzekł przejęty mąż.

— Tak, rozumiem, że bardzo się starasz. Zastanawiam się tylko, czy to wyjdzie dzieciom na dobre… Rosną jak na drożdżach, potrzebują ruchu i świeżego powietrza. Tylko czekać, aż zaczną chorować. Czy nie lepiej byłoby poszukać gdzieś dogodniejszego miejsca? Serce matki nie dawało za wygraną.

— Cudem udało nam się tu przenieść i tylko z Bożą pomocą znajdziemy lepszy dom. Jeśli czujesz, że tak będzie najlepiej, to zawierzmy tę sprawę Maryi -odpowiedział Juliusz.

Ciąg dalszy w MRN

autor: ks. Józef Oleksy, jezuita
tytuł: Malawi

Po rocznym językowym kursie w Irlandii 25 stycznia 1988 roku dotarłem do Zambii. W Lusace szybko minął trzymiesięczny kurs lokalnego języka chinyanja. Pierwszym moim miejscem pracy stała się parafia w oddalonym o 270 km na wschód od Lusaki Katondwe. Jednym z problemów w misjonarskiej pracy są tu duże odległości do poszczególnych stacji misyjnych. Z Katondwe do najbliższej stacji misyjnej jest 9 km, a do najdalej położonej – 60 km. Drogi są „buszowe” i trudno się po nich poruszać.

Parafia Katondwe sąsiaduje z Mozambikiem. Odpowiadając na prośbę mieszkańców tego kraju, którzy chcieli uczestniczyć w niedzielnej Mszy i mieć zapewnioną choćby minimalną opiekę duszpasterską, zacząłem odwiedzać niektóre miejscowości także w Mozambiku.

Docierałem do miejsc, gdzie od ponad 25 lat nie było kapłana. W sumie w Mozambiku odwiedzałem siedem miejscowości, które swoimi rozmiarami przypominały duże parafie.

Ciąg dalszy w MRN

16 września 2017 roku P odbyto się po raz pierwszy w Niepokalanowie Ogólnopolskie Spotkanie Dzieci. Tego dnia przy Sercu Niepokalanej Mamy zgromadziło się ponad 600 najmłodszych, którzy uczcili 100. rocznicę założenia przez św. Maksymiliana Rycerstwa Niepokalanej. Dzieci przybyły z różnych zakątków Polski.

Każdy mógł wpisać się do Księgi Gości – dużej tarczy wyciętej w drewnie. Z przewodnikiem można było zwiedzić miejsca, które założył św. Maksymilian Maria Kolbe. O godz. 12.00 Eucharystii przewodniczył i homilię wygłosił o. Ignacy Kosmana OFMConv.

Po Mszy świętej nastąpił czas zabaw i radości. Wszystko było maksymalnie „po rycersku”. Nie zabrakło zamku, dam dworu i tańca dworskiego. Dzieci mogły wykazać się swoimi talentami podczas „warsztatów rycerskich”, posilić się w „kawiarni rycerskiej”, ale przede wszystkim mogły przejść „szlak rycerski”, na końcu którego czekała niespodzianka – miecz, którym o. Tomasz pasował najmłodszych na prawdziwych rycerzy Niepokalanej. Nie zabrakło również urodzinowej, słodkiej niespodzianki – olbrzymiego tortu oraz koncertu Małego Chóru Wielkich Serc, pod opieką o. Piotra Kleszcza OFMConv.

To był wspaniały czas! Niech przynosi owoce w naszych sercach!

Ciąg dalszy w MRN

autor: s. Judyta M., franciszkanka
tytuł: Rottweiler

Rasa ta chętnie współpracuje z człowiekiem i zalicza się do grupy psów pracujących. Dawniej psy te były wykorzystywane jako psy pasterskie, a także jako psy rzeźnickie. Obecnie rottweiler funkcjonuje głównie jako pies obronny. W 1910 roku został oficjalnie uznany za psa policyjnego. Ich wysokość wynosi od 48 do 58 cm.

Ciąg dalszy w MRN