Spis treści

Maryja!

Zastanawiałam się przez chwilę, jakie słowo najbardziej pasuje do Wielkiego Postu. I ku mojemu zaskoczeniu wygrała: MIŁOŚĆ…

Pan Jezus ukazuje nam siebie jako Miłość -On przyjął z miłości do nas krzyż, by oczyścić nas z grzechów, i z miłości do nas umarł na nim, by pokazać, że droga miłości jest drogą do nieba. Pamiętajmy o tym w naszych codziennych postanowieniach.

Kochajmy szczerym sercem tych, z którymi się spotykamy, czyńmy dobrze
każdemu, by jak najlepiej przygotować się do świąt Zmartwychwstania.

autor: o. Wit Lewmorski
tytuł: Mądralińska doradczyni

Rycerz Niepokalanej Zbyszko i kos Paciorek szli na kolejne spotkanie z Aniołem. Zatrzymało ich czyjeś chrapanie. Na gałęzi dębu drzemała Sowa. Kiedy Paciorek gwizdnął na pobudkę, otworzyła wielkie oczy. Ziewając, rzekła:
— Co za rrrumorrr! Kto tu rrrozrrrabia w śrrrodku dnia?
— Ave Maryja! Idziemy na Anioł Pański.
— Szukacie rrrady? Dam nawet parrragon, za wynagrrrodzeniem. Jestem Sowa Mądrrralińska. Moja krrrewna, Sowa Przemądrzała, dorrradzała samemu Kubusiowi Puchatkowi! – Paciorek parsknął śmiechem:
— To jakaś dziwaczka! Sowa nie zniechęcała się:
— Mam wyborrrny rrrodo-wód! Moi przodkowie latali pod gwiazdami, którrre liczył Abrrraham. Prrra-prrra-strrryj frrrapował krrróla Salomona. Moi krrrewni to: admirrrał Alba-trrros; wirrrtuoz Słowik i kom-pozytorrr Kanarrrek…
— A Papuga, Sęp i Głuptak? – Paciorek przygadał. Sowa napuszyła się:
— Prrrotestuję! To inna rrrodzina! A poza tym jestem nagrrrodzona wyrrróżnieniem! – Sowa wyciągnęła lewą łapkę jak do pocałowania, pokazując błyszczącą ptasią obrączkę. W rozmowę włączył się Zbyszko, który dotąd tylko śmiał się z ptasiej awantury:
— Moi przyjaciele! Wiemy, że rozum i mądrość stworzeń mogą mylić. Pójdźmy do naszego doradcy z nieba, który już pewnie czeka, bo zbliża się południe.
We trójkę pospieszyli ku kapliczce. W promieniach marcowego słońca topniały na niej sople. Po trzecim Pozdrowieniu Anielskim słońce zajaśniało mocniej. Zrobiło się cieplej. Wtedy zjawił się Anioł.

Ciąg dalszy w MRN

Do czego służy dar rady?

Dar rady służy do dokonania właściwego wyboru, przed którym staje się w codziennym życiu. Ten, kto ma dar rady, podejmuje przemyślane decyzje, dostrzega, co należy czynić w najbardziej skomplikowanych sytuacjach. Ten dar pomaga również do rozeznania, która z dwóch dobrych rzeczy jest lepsza, ważniejsza w planach Pana Boga. Człowiek obdarowany darem rady nie jest pyszny i nie uważa też, że wszystko wie.

Karolina Sabatowska z Kalisza

Ciąg dalszy w MRN

autor: Miriam i Janek
tytuł: Co słychać w sercu?

Co słychać u Was, dzielni Rycerze? Mam nadzieję, że z wielkopostnej walki udaje się Wam wychodzić zwycięsko. Dzisiaj zaczniemy od czegoś, co wielu z Was na pewno się spodoba. Usiądźcie przed komputerem lub odtwarzaczem, nałóżcie słuchawki na uszy i podkręćcie głośno muzykę. Następnie włączcie w telewizji ulubiony program, otwórzcie szeroko okno, by dźwięk przejeżdżających samochodów wpadał do wnętrza pokoju, i koniecznie zadzwońcie do serdecznego przyjaciela, aby porozmawiać z nim o najciekawszych wydarzeniach, które ostatnio miały miejsce. Wytrzymajcie w takim klimacie przez 10 minut, a po ich upływie wyciszcie wszelkie hałasy i spróbujcie przeczytać choćby krótki fragment ulubionej książki. Gwarantuję! Nie zrozumiecie z niej nawet jednego zdania. W Waszych głowach będzie ogromny harmider, który jeszcze przez długi czas puszyć się będzie jak paw, dumny z tego, że znowu udało mu się wyrzucić pokój z Waszych serc.

Dlaczego Wam o tym piszę? Bo niedawno usłyszałam pytanie dziecka skierowane do taty tuż przed wejściem do kościoła: “Tato, a czy ta nudna Droga Krzyżowa szybko się skończy?”. Myślę, że w tym momencie niejeden z Was mocno się zaczerwienił, bo zdarzyło mu się pomyśleć podobnie. Bardzo często, gdy przychodzimy na Drogę Krzyżową lub Mszę świętą, jesteśmy po same brzegi serca wypełnieni różnymi obrazami, przeżyciami i emocjami.

W naszej głowie kłębią się tabuny myśli, rozmów i innych odgłosów, które – począwszy od porannego budzika – wygrywają w nas swoje melodie. Przychodząc do kościoła, nierzadko w ostatniej chwili, jesteśmy już szczelnie zamknięci na wszelkie docierające do nas informacje, a nasze serce nie jest w stanie przyjąć ani słowa więcej. Wszystko zaczyna być nudne i ciągnie się w nieskończoność. Właśnie wtedy zaczynamy się wiercić i umilać sobie czas różnym ciekawymi rzeczami, którymi można zająć się w kościele.

Rozważania Drogi Krzyżowej – choć dostosowane do dziecięcego wieku – wydają nam się niezrozumiałe. Nawet przepiękny dźwięk kościelnych organów zaczyna nas raczej drażnić, niż nastrajać do modlitwy. I tak mija większość wielkopostnych nabożeństw, które przecież mają nam pomóc w spotkaniu z Panem Jezusem, który z miłości do nas tak wiele wycierpiał.

Jak to zmienić? To bardzo proste. Na żadne spotkanie z ważną osobą nie idzie się bez wcześniejszego przygotowania. Musicie zadbać o swój wygląd, a w przypadku spotkania z Panem Bogiem także o swoje dusze. W tym czasie Wielkiego Postu spróbujcie stawić czoło Waszym ulubionym nawykom i spędzać mniej czasu przed komputerem czy telewizorem. Postarajcie się tak zakończyć wizytę u kolegi lub koleżanki, aby przyjść do kościoła chwilę wcześniej. W ten sposób pomożecie Waszym sercom nieco się wyciszyć i przygotować na to, co chce powiedzieć do Was Pan Bóg.

autor: o. Rafał M. Antoszczuk, franciszkanin
tytuł: Jan III Sobieski w Częstochowie

Pewnego dnia chłopcy z zaciekawieniem oglądali obraz wiszący na muzealnej ścianie i próbowali zgadnąć, co on może przedstawiać. Całej rozmowie w ukryciu przysłuchiwał się Janek, który nie ukrywał swojego rozbawienia, ale i podziwiał odkrywców za niezwykłą pomysłowość.
— Mówię ci – przekonywał Filip – ten obraz pokazuje tego złoczyńcę, który na Obrazie Matki Bożej zrobił szramy, które do dziś widoczne są na twarzy Maryi.
— Jeśli to on, czemu nie powstrzymują go przed tym czynem ludzie, którzy są dookoła niego? – odpowiedział Damian.
— Może się boją, proste – wtrącił Filip.
— Ale przecież jak zrobiono Matce Bożej Częstochowskiej te szramy na twarzy, to obraz skradziono i wywieziono, a tu jest on w ołtarzu – nie dawał za wygraną Damian.
— Janek zawsze mówi, że Jan Matejko maluje obrazy symboliczne, to może jest jakiś symbol w tym, że obraz się odnalazł i wrócił na swoje miejsce – odparł Filip.
W tym momencie Janek wyszedł ze swojego ukrycia. Z uśmiechem na ustach powitał chłopców i zaczął wyjaśniać im całą prawdę o obrazie, przed którym tężyli swoje głowy chłopcy:
— Słuchajcie, to prawda, że ten obraz namalował Jan Matejko, ale to, co wy sobie tutaj opowiadaliście, nie ma nic wspólnego z tym, co oglądacie.
Chłopcy posmutnieli, a Damian powiedział:
— My chyba nigdy nie będziemy umieli odczytywać znaczenia obrazów.

Ciąg dalszy w MRN

opracowała: Anna Wojszko
tytuł: Chcę być dobry

Drogie dzieci, w ubiegłym miesiącu zaczęliśmy poznawać Silvia. Pokazał nam wówczas, jak ważna jest troska o pokój i miłość w rodzinie. Dziś będziemy kontynuować historię naszego nowego przyjaciela.
Rodzice Silvia byli osobami bardzo wierzącymi, dlatego też często opowiadali swoim synom
0 Panu Jezusie i Matce Bożej. Codziennie rano i wieczorem wspólnie się modlili. Silvio z wielką radością słuchał wszystkich historii:
— Synku, Pan Jezus umarł za nas wszystkich na krzyżu, zrobił to z miłości, tak aby odkupić nasze winy.
— I poszedł do nieba? – dopytywał chłopiec.
— Synu, Pan Jezus powstał z martwych i teraz każdego dnia razem z Maryją są blisko nas tłumaczył tata.
— I możemy teraz do nich mówić? – dociekał Silvio.
— Silvio, Oni słuchają każdego naszego słowa…
Chłopiec wraz z rodzicami często rozmawiali o Chrystusie, a z biegiem lat rozmowy te były coraz poważniejsze.
Pierwszą Komunię świętą Silvio przyjął 7 września 1975 roku we własnym domu, ponieważ jego rodzice mieli w nim kaplicę. Tego dnia chłopiec dokonał pewnego postanowienia.

Ciąg dalszy w MRN

autor: s. Brygida M., franciszkanka MI
tytuł: Obietnica

Kiedy rodzice Bernadety usłyszeli o tym, co wydarzyło się w grocie, postanowili tę sprawę omodlić i nie trzymać jej w tajemnicy. Wieść o dziwnym zjawieniu rozeszła się po Lourdes w kilka dni. Jednak następnego dnia rodzice zabronili dziewczynce wyjścia do Massabielle. Zasmucone dziecko udało się więc do księdza, by zwierzyć się z niezwyczajnego przeżycia. Kapłan bardzo poważnie potraktował historię Bernadetki i przejęty wyruszył po radę do proboszcza z Peyramale. Wspólnie zadecydowali, że trzeba poczekać na to, co będzie się działo dalej… 14 lutego Berna-detka wyruszyła do groty. Miała nadzieję zobaczenia cudownej postaci i tak się stało. Tym razem Pani tylko uśmiechała się, ale jeszcze łagodniej. To była Maryja… Kolejnym razem – 18 lutego, w miejscu spotkań były obecne również dwie kobiety. Przybyły, by spisać świadectwo o objawieniu. Gdy tylko Bernadetka zbliżyła się do krzewu dzikiej róży, z wnętrza jaskini wyłoniła się śliczna Pani.

Ciąg dalszy w MRN

Maryja!

Najdrożsi! Bardzo dziękujemy Wam za listy do Matki Bożej. Ona zawsze z radością na nie czeka. Mama Niebieska bardzo się cieszy, że tyle jest w Was wdzięczności. To bardzo ważne, aby umieć dostrzegać dobro, które się otrzymuje, i za nie dziękować Panu Bogu i ludziom.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Marzena Zgłobicka
tytuł: Zasady pisowni: Ż

Ż – piszemy:
• gdy wymienia się na: g, dz, h, z, ź, s np. możesz-mogę, ulżyć-ulga, drużyna-druh, wożę-wóz, bliżej-blisko
• niekiedy w zakończeniach:
– aż, np. garaż, bandaż
– eż, np. młodzież, kradzieże

Ciąg dalszy w MRN

autor: Marzena Zgłobicka
tytuł: Pod krzyżem

MARYJO, MATKO CIERPIĄCYCH,
NIE UMIEM POJĄĆ TWEJ SIŁY,
NIE WIEM, JAK TO WYTRZYMAŁAŚ,
GDY OCZY NA SYNA PATRZYŁY,
GDY NA TWYCH KOLANACH ZŁOŻONY,
UMARŁY, PEŁEN CIERPIENIA,
NAJWIĘKSZEGO CUDU DOKONAŁ
I ŚMIERĆ W ŻYCIE PRZEMIENIAŁ.

MARYJO, PODZIWIAM TWĄ WIARĘ,
ŻE TAKI BYŁ ZAMIAR BOGA,
ŻE MIMO TAK WIELKICH KATUSZY,
TWÓJ SYN TO TAKŻE SYN BOGA.

CHCIAŁABYM, MATKO BOLESNA,
BYŚ PRZY MNIE TAK WIERNIE CZUWAŁA,
BYŚ BÓL SWYM SPOJRZENIEM KOIŁA,
BYŚ ZE MNĄ DO KOŃCA ZOSTAŁA,
BY TWOJA OBECNOŚĆ I TROSKA,
TAK CIĄGLE MNIE OTACZAŁY
I BY TWE RĘCE MATCZYNE
W UPADKU PODTRZYMYWAŁY.

MARYJO, OD CIEBIE SIĘ UCZĘ,
TEJ WIARY I ZAUFANIA,
TEJ WIELKIEJ POKORY,
SPOKOJU I BOŻEJ WOLI ODDANIA.

autor: Rodzina Kruków
tytuł: Jajka kordonkowe

W marcu – czasie przedświątecznym postanowiliśmy zrobić jajka kordonkowe.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Urszula Bałamut
tytuł: Człowiek to dar dla mnie

Nazywam się Urszula Bałamut, mam 48 lat i jestem lekarzem rodzinnym, czyli leczę dorosłych i dzieci. Mam męża Piotra i dwójkę już dorosłych dzieci, studentów: Olę i Bartka.

Dlaczego została Pani lekarzem?
Nie wiem, jak to nazwać, może natchnienie…? Kiedy kończyłam liceum, nie wiedziałam, gdzie iść na studia. Postanowiłam porozmawiać o tym z Panem Bogiem, wtedy pojawiła się myśl, że będę lekarzem. Nie wiedziałam jeszcze, dlaczego mam nim być. Poprosiłam więc Pana Boga, jeśli to On mnie zachęca do bycia lekarzem, żeby dał mi znak: będę zdawać na medycynę tylko raz. Jak się nie dostanę, to znaczy, że to nie to. Dostałam się, mając 105 punktów i od tylu przyjmowali na studia. Zrozumiałam, że to moja droga i obiecałam Bogu, że będę się starać tak naprawdę, bez udawania, a On zadba o resztę. I tak było.

Ciąg dalszy w MRN

autor: s. Brygida M., franciszkanka MI
tytuł: Najlepszy plan

Wydawałoby się, że w rodzinie Kolbów wszystko układało się po myśli młodych małżonków. Z Bożą pomocą przeprowadzili się do Pabianic. Obok niewielkiego domku, w którym zamieszkali wraz z trójką dzieci, znalazł się też kawałek ziemi. Zaradny Juliusz i jego pracowita żona szybko zagospodarowali teren pod uprawę jarzyn, z których Marianna gotowała skromne, ale zawsze smaczne posiłki. Przez jakiś czas Kolbowie prowadzili nawet sklepik z najpotrzebniejszymi artykułami. Kiedy Juliusz otrzymał pracę w fabryce, cała rodzina przeniosła się do sporego mieszkania przy ulicy Fabrycznej. Najwięcej radości z przeprowadzek mieli oczywiście Franek i Mundek, bo w nowym miejscu zawsze znajdowały się jakieś skarby do odkrycia. Wkrótce, już kolejny raz, Pan Bóg pobłogosławił młodemu małżeństwu potomstwem. Na świat przyszedł czwarty syn i otrzymał imię Walenty. Krótko jednak trwała radość Kolbów. Chłopczyk był słabym dzieckiem i często chorował…
— Julek, podejdź tutaj! – zawołała z niepokojem Marianna. Trzymała w objęciach rocznego Walusia, który nie płakał prawie nigdy. I teraz niby spał spokojnie w ramionach mamy.
Spójrz, dotknij go – powiedziała do męża. Juliusz przyłożył dłoń do maleńkiego czółka i zbladł.
Ciałko Walusia było ledwie ciepłe.

Ciąg dalszy w MRN

Your Content Goes Here

autor: s. Celina M., franciszkanka MI
tytuł: Droga krzyżowa

Stoję dziś przed Twym krzyżem, Zbawicielu kochany, i policzyć próbuję wszystkie ciała rany. Rany w nogach i w rękach, i bok włócznią przeszyty… W myślach cierni dotykam, by móc poczuć ból ten niesamowity. Lecz największej rany nie widzę, w Twoim Sercu jest głęboko schowana. Lecz wiem dobrze, że boli najbardziej odrzuconej miłości rana. Chcę więc teraz, jak tylko potrafię, dla miłości Twej otworzyć swe serce, byś mógł w Męce swojej bolesnej znaleźć we mnie odpoczynku miejsce.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Janusz Jaraźny
tytuł: Uran

Tajemnicza, owszem, i do niedawna zupełnie nieznana. Naukowcy mówią o niej: błękitna perła bez skazy. Prawda, że ładnie? O planecie wiemy mało, naprawdę mało. Nie wiadomo, jak powstała, a wszelkie ludzkie obliczenia zwyczajnie zawodzą.

CO ZATEM?
Od Słońca jest oddalona jakieś trzy miliardy kilometrów. Jeden obieg planety wokół naszej gwiazdy wynosi 84 lata. Jest olbrzymia, ale mniejsza od Jowisza i Saturna.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Paweł Piechnik
tytuł: Koperty czeko-czeko

W tym numerze podajemy przepis na przepyszne czekoladowe koperty z ciasta francuskiego.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Fundacja Dobrej Edukacji “Maximilianum”
tytuł: Spotkanie w Redakcji MRN

Dzieci będące pod opieką Fundacji Dobrej Edukacji „Maximi-lianum”, wraz z opiekunami, 9 stycznia 2018 roku odwiedziły Wydawnictwo Ojców Franciszkanów Niepokalanów, a przede wszystkim drukarnię i redakcję „Małego Rycerzyka Niepokalanej”. Siostry posługujące w tym miejscu wprowadziły nas w tajniki tworzenia tego czasopisma. Dzieci zaś z radością odkrywały w sobie talenty do współtworzenia „Rycerzyka”, czy to przez wykonywanie ilustracji, czy pisanie krótkich tekstów, np. listu do Matki Bożej. Cieszymy się, że mogliśmy odwiedzić to miejsce, które założył nasz Patron, św. Maksymilian Maria Kolbe.

Ciąg dalszy w MRN

autor: s. Judyta M., franciszkanka
tytuł: Labrador Retriever

Nazwa pochodzi od półwyspu Labrador w Kanadzie (pomimo tego, iż psy te pochodzą z Nowej Fundlandii) oraz od angielskiego czasownika „to retrieve” (przynosić). Stworzone do pracy w wodzie i aportowania oraz w myślistwie. W pracy z człowiekiem potrzebują bezpośredniego kontaktu. Dobrze tolerują dzieci.