Spis treści

O. Maksymilian w czasie pobytu w Zakopanem w sanatorium.

O. Kolbe był słabego zdrowia. Jednak choroba nigdy nie przeszkadzała mu w apostolstwie – wciąż mówił ludziom o miłości Niepokalanej. Z czasem jednak poważnie zachorował na gruźlicę. Choroba posunęła się do tego stopnia, że lekarze musieli usunąć mu jedno płuco. Przełożeni wysłali go do Zakopanego do sanatorium, gdzie miał wypocząć, zabronili mu natomiast… pracować. Ten czas był dla niego doświadczeniem miłości Niepokalanej, która uczyła go pokornego przyjmowania woli Bożej i cierpienia.

Maryja! Kochani Przyjaciele! Mamy nadzieję, że wakacje spędziliście twórczo i nabraliście nowych sił i entuzjazmu, bo przed nami nowy rok szkolny. Na pewno nasza Mama Niepokalana przygotowała dla Was wiele niespodzianek. Nadstawcie więc uszu na Jej podszepty i z pilnością wsłuchujcie się w Jej dobre rady, bo Ona jest naszą najlepszą Nauczycielką.

autor: Melisek
tytuł: Tylko miłość jest twórcza

+ Maryja!

Kochana Babciu!

Na początku, oprócz serdecznych pozdrowień, pragnę przesłać zapewnienie, że z moją nogą już wszystko w porządku. Najprawdopodobniej się nią martwisz, jak również tym, że dłuższy czas nie dostałaś ode mnie maila. Jeśli chodzi o to drugie, to naprawdę nie mam zielonego pojęcia, dlaczego moje wcześniejsze wiadomości do Ciebie nie dochodziły… Podejrzana sprawa… ale na szczęście już jest OK. Mogę więc w końcu streścić Ci choć po krótce wydarzenia ostatnich dni. Zacznę od tej mojej ugryzionej nogi. Otóż, jak wspomniałem, jest z nią już całkiem dobrze. Czasem tylko trochę boli i został jeszcze na niej taki mały ślad ugryzienia. Owo japońskie stworzenie, które mnie ukąsiło, było jakieś. hmm. wyjątkowe. Nazwy dobrze nie pamiętam… „bujo” czy coś takiego… Ale ugryzienie z początku wyglądało naprawdę nieciekawie. Bolało tak, że trudno było mi stanąć na tę nogę, a skóra wokół ugryzionego miejsca zrobiła się dość mocno czerwona i gorąca. O. Luka nie był bardzo przerażony (bo zapewne już nie raz owo „bujo”, czy coś takiego, go ukąsiło), ale stan mojej nogi też troszeczkę go zaniepokoił. Ks. Adam natomiast przestraszył się chyba dość mocno, bo od razu chciał jechać do szpitala, żeby to sprawdzić. Na szczęście o. Luka trochę go uspokoił i postanowiliśmy poczekać do wieczora. Odetchnąłem z ulgą. Wiesz, jak ja „lubię” szpitale. Do naszych polskich wcale mi nie spieszno, a cóż dopiero do japońskiego! Wieczorem, po zaaplikowaniu przyniesionej mi przez o. Lukę maści, noga wyglądała już o wiele lepiej i wyjazd do szpitala okazał się niekonieczny (choć ks. Adam i tak nie był o tym w 100% przekonany).

Ciąg dalszy w MRN

Być pokornym, to znaczy nie wynosić się ponad moje koleżanki, że na przyktad lepiej się uczę lub tadniej śpiewam. Wzorem jest dla mnie Maryja, która będąc wybrana przez Pana Boga, rozważata wszystko w swoim sercu.

Natalia Atłas z Łasku

tytuł: Mama = Serce

Ahoj! Wakacje się skończyły, zatem do boju, dzielni Rycerze! Doskonale znamy CEL, jaki mają do zdobycia rycerze Niepokalanej. Wiemy, jakie WARUNKI muszą spełniać. Czas na dowiedzenie się, jakich metod powinni używać, aby zdobywać dusze dla Chrystusa przez Maryję.

Św. Maksymilian Maria Kolbe mówił, że do walki o duszę człowieka mamy używać wszystkich środków, byle były godziwe. To znaczy, że mamy maksymalnie wykorzystywać to, co jest w zasięgu naszych możliwości i co przynosi pożądane skutki, pamiętając, że wszystko, co czynimy z Niepokalaną, czynimy w łączności z Jezusem. A takimi skutecznymi narzędziami – czyli ŚRODKAMI do walki, są przede wszystkim:

  1. Modlitwa.

Każdy rycerz Niepokalanej powinien codziennie odmówić akt strzelisty, czyli takie krótkie wezwanie do Niepokalanej: „O Maryjo bez grzechu pierworodnego poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy, i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za nieprzyjaciółmi Kościoła świętego i poleconymi Tobie”.

Przyznacie przecież, że jeśli kogoś bardzo się kocha, to chce się z nim przebywać jak najdłużej, dlatego nie żałujcie czasu na modlitwę. Niech Pan Jezus i Niepokalana cieszą się tym, że idziecie z Nimi do szkoły, na zakupy, na boisko, z koleżanką do kina. Niech cieszą się tym, że razem z Nimi sumiennie wykonujecie obowiązki domowe. Wystarczy naprawdę w prostych słowach modlitwy poprosić Pana Jezusa i Maryję, aby towarzyszyli Wam przez cały dzień: „Niepokalana, bądź ze mną, Jezu pomóż mi”.

  1. Pokuta i świadectwo chrześcijańskiego życia.

Wydaje się, że jest to osiągalne tylko dla tych, którzy są naprawdę heroicznie odważni. Otóż nie! Przecież wszystkie trudności, jakie nas spotykają, możemy przyjmować w duchu pokuty i umartwienia. Nasze zmęczenie, przykre słowo od kolegów, nieudaną klasówkę, ból głowy. To są rzeczy, których nie wolno nam marnować w ciągu dnia, ale z miłością ofiarowywać Panu Bogu przez Niepokalaną w intencji nawrócenia grzeszników. Kiedy będziemy żyć w prawdzie, będziemy przyznawać się do błędów, stawać w obronie innych, wtedy nasz przykład życia zbliży wiele osób do Pana Boga.

  1. Cudowny Medalik.

Św. Maksymilian prosił, aby: „rozdawać Cudowne Medaliki, gdzie się tylko da”. Dzieciom i starszym, by go ze czcią nosiły. Młodzieży, by miała siły do walki z pokusami. A szczególnie mamy modlić się do Niepokalanej o przemianę serc i ofiarowywać Cudowny Medalik tym, którzy do kościoła, do spowiedzi nie chodzą i wyśmiewają się z życia chrześcijańskiego.

autor: o. Rafał M. Antoszczuk, franciszkanin
tytuł: Bitwa pod Grunwaldem

— Janku, Janku!!! – krzyczeli na przemian Damian i Filip.

— Co się stało? – pytał wbiegający do sali zdyszany Janek.

— To coś niesamowitego – powiedział Filip.

— Chodzi ci o ten obraz? To kolejne dzieło Jana Matejki powiedział Janek.

— Nie wiedziałem, że Matejko robił takie potężne banery odparł zamyślony Damian. Janek roześmiał się.

— To nie baner, ale wielkie dzieło mistrza Jana.

— Janku, a ja wiem, co przedstawia ten obraz. To bitwa pod Grunwaldem – wtrącił pospiesznie Filip.

— Taki nosi tytuł to dzieło, jednak nie pokazuje ono bitwy, ale jej ostatnie sceny, głównie śmierć wielkiego mistrza krzyżackiego i tryumf Polaków – wyjaśniał Janek.

— Janku, opowiesz nam coś o tym obrazie? Tutaj jest tylu ludzi, taki wielki wojenny „mix” postaci, że trudno się połapać – zauważyli chłopcy, mówiąc jeden przez drugiego.

— Oj, to będzie naprawdę bardzo trudne, bo sam* obraz jest wielkich rozmiarów. Wysoki na ponad 4 metry, a długi prawie na 10 metrów. Ale spróbuję, opowiem o kilku jego fragmentach, a wy sami później poszukajcie jakichś wiadomości na jego temat. To będzie taka praca domowa.

— Oj, to będzie chyba trudne, ale postaramy się – uroczyście przyrzekli chłopcy.

Ciąg dalszy w MRN

opracowała: Anna Wojszko
tytuł: Radosny śpiewak

Kochane dzieci, ostatnio skończyłam Wam opowiadać o naszym dzielnym przyjacielu Rudim, który pełen nadziei odszedł do Nieba. Przyszedł więc czas na nowe spotkanie… z Frankiem Friedlem.

Chłopiec urodził się w święto Wniebowstąpienia Pana Jezusa, była to również data kanonizacji św. Tereski od Dzieciątka Jezus i to właśnie opiece tej Świętej mama Franusia poleciła syna. Franek już od najmłodszych lat czuł się bardzo związany z Panem Jezusem, pragnął zostać księdzem i głosić innym, że Bóg ich kocha. Nasz mały przyjaciel od dziecka był chorowity, ale zawsze był przy tym grzeczny i spokojny. Mama nieraz uczyła go jak należy się modlić:

— Aniele Boży, Stróżu mój… – rozpoczynała mama.

— Anele „rózu mój” – próbował powtórzyć chłopiec.

— Aniele Boży, Stróżu mój – powtórzyła mama.

— Aniele Boży, „rózu” mój – nieporadnie próbował powtarzać za mamą.

— Stróżu – podkreśliła z uśmiechem mama.

— Aniele Boży, Stróżu mój! – w końcu się udało, co niezwykle uradowało wszystkich wokół.

Mama się nie poddawała, systematycznie uczyła Franka kolejnych modlitw, a on bardzo szybko je zapamiętywał.

Wielką pasją Franka było śpiewanie. Zawsze starał się, aby nie przeszkadzać innym swoją muzyką. Chłopiec śpiewał głosem bardzo delikatnym i czystym. Zachwycał innych swoimi umiejętnościami. Gdy tata Franka brał skrzypce do ręki, chłopiec stawał na stole, by być najbliżej ojca:

— Tatusiu, graj, graj koniecznie, tak pięknie ci wychodzi – mówił Franek.

— Dziękuję, Franusiu, a pomożesz mi śpiewać? – zapytał tata.

— Tak, Tatusiu, bardzo chcę z tobą śpiewać – odrzekł z niepohamowaną radością Franek.

Ciąg dalszy w MRN

autor: s. Brygida M., franciszkanka MI
tytuł: Zachowaj nas…

W lipcu trojgu małych wizjonerów towarzyszył prawie sześcio-tysięczny tłum. Najpiękniejsza z niewiast zjawiła się jak zawsze w tym samym miejscu, nad dębem. Wydawała się jednak smutniejsza niż podczas wcześniejszych spotkań… Kolejny już raz poprosiła Łucję, Franciszka i Hiacyntę o codzienne odmawianie Różańca oraz modlitwę za grzeszników. I wtedy stało się coś, co dzieci doprawdy przeraziło. Niepokalana ukazała im piekło, w które wielu ludzi nie wierzy. Było ono jak morze ognia. Sponad dymu wyłaniały się postacie diabłów – odrażających i przypominających dziwne zwierzęta. Pośród ognia widać też było potępione dusze, podobne do żaru o ludzkich kształtach. Dało się słyszeć jęki i krzyki rozpaczy, których nie sposób opisać. Dzieci, nie mogąc dłużej znieść tego widoku, spojrzały błagalnie w pełne dobroci oczy Maryi. Wtedy oznajmiła im, że miłosierny Bóg pragnie ratować ludzi przed karą piekła przez Jej Niepokalane Serce, bo Ona jest Ucieczką grzeszników.

Ciąg dalszy w MRN

Kto z nas nie lubi dnia swoich urodzin, kiedy wszyscy składają nam życzenia i przynoszą prezenty? Matka Boża również obchodzi swoje urodziny i imieniny – właśnie w miesiącu wrześniu! Myślę, że bardzo się ucieszy, gdy oprócz modlitwy podarujemy Jej z tej okazji nasze dobrze wypełnione obowiązki. Jako rycerze Maryi ofiarujmy Jej wszystko naszej zabawy i pilnej nauki!

autor: ks. Jacek Pędziwiatr

Jezus i Jego Mama

U dołu Cudownego Medalika udało się jeszcze zmieścić dwa Serca. Są jednakowej wielkości. Nad każdym z nich unosi się  płomień.   Oznacza  on  ciepło   i  światło miłości, jaką te Serca czują ku sobie i jaką ogarniają każdego,  kto się do  nich  ucieka. Różnica jest tylko taka, że jedno z Serc oplecione jest ciernistą gałązką, a drugie przebite mieczem. Pierwsze jest Sercem Pana Jezusa,  drugie to Serce Jego Matki.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Rodzina Kruków
tytuł: Domki drewniane

Już wrzesień. Po wakacyjnych wyjazdach pora wracać do domów. Dlatego zrobiliśmy domki z kawałków deseczek znalezionych w podróży koło domu.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Jasiek Mela
tytuł: Odrzucić wymówki

Minęło już 14 lat od momentu wypadku. Co się zmieniło od tamtej chwili w twoim życiu? Wypadek wydarzył się, kiedy miałem 13 lat, dzisiaj mam już prawie 28. Tak jak u każdego człowieka, w takim czasie zmieniło się wszystko, bo dorosłem. Jest jednak pewna różnica w naturalnym dorastaniu, a w życiu kogoś po wypadku. Wypadek sprawia, że często dojrzewa się szybciej, co wielu ludzi postrzega jako atut, ale tak już jest, że jeśli przeskoczysz jakiś etap rozwoju, później zostaje pustka, coś wewnętrznie nieprzepracowanego. Wszystko w życiu dzieje się po coś.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Małgorzata Nawrocka
tytuł: Urodziny kontra imieniny

Dzień dobry, panie Profesorze! Słoneczne dzień dobry, Michałku! Piękny dziś dzień, prawda?

— O, tak!

— Nie żal ci, że zamiast z kolegami na basen, poszedłeś odwiedzić staruszka?

— Nie poszedłem, tylko przybiegłem! Z radością, panie Profesorze. A poza tym chciałem spytać pana o coś bardzo ważnego. Wiem, że mam rację, bo to na zdrowy rozum jest oczywiste, ale nie potrafię przekonać kolegów. Brak mi argumentów.

— Hmm…, brzmi interesująco! Siadaj ze mną do porannej herbatki. O czym porozmawiamy?

— O tatuażach.

— A, o tym szaleństwie?.

— Dobrze to pan Profesor określił: szaleństwo. Ja rozumiem, ale niektórzy koledzy nie. Widzą wytatuowanych dorosłych, czasem to są ich idole sportowi albo jakieś gwiazdy sceny. Co ja mam powiedzieć swoim kolegom, panie Profesorze?

— Po pierwsze powiedz im, że zwyczaj tatuowania się nie pochodzi z chrześcijaństwa. To praktyka znana od tysięcy lat różnym plemionom pogańskim na całej kuli ziemskiej.

— Jak wszędzie znana od tysięcy lat, to może nie ma w niej nic aż tak złego?

— Historycznie jest dużo złego, Michałku. Korzeń tej tradycji ściśle związany jest z magią.

— Z magią? Tatuaże?!

— Oczywiście. Tatuaże wykonywali wtajemniczeni kapłani albo czarownicy, albo jacyś szczególnie namaszczeni do tego wybrańcy plemienia. Obrazki wyryte na ciele człowieka miały działać magicznie: bronić przed chorobą, sprowadzać przychylność duchów dobrych, strzec przed złymi, zapewnić pomyślność w walce z wrogiem, dodawać siły wojownikom. Bardzo często malowano też symbole religijne ku czci konkretnych bóstw, którym człowiek pragnął się ofiarować.

— Ale jak jakiś współczesny chłopiec albo dziewczyna chce wytatuować sobie coś małego – powiedzmy ładnego – różę, motyla albo nawet anioła, to dlaczego nie powinien? Przecież dzisiaj nikt tego nie robi religijnie ani magicznie.

— Nie religijnie i nie magicznie, Michałku, więc po co?

— No bo.  to jest ozdoba.

Ciąg dalszy w MRN

autor: ks. Jan Kędziora, salezjanin
tytuł: Bananowa piłka – KONGO

Na pewno wszyscy ją lubią: sprężystą kulę różnej wielkości, wypełnioną powietrzem lub czymś wypchaną, służącą do zabawy i gier sportowych. Piłka może być kauczukowa, skórzana, ale kto słyszał o… bananowej? Owoce banana są bardzo smaczne, natomiast liście bananowca można wykorzystać w nietypowy sposób. Trudno sobie wyobrazić bananową piłkę, lecz można ją zobaczyć u misjonarzy lub wśród eksponatów w muzeum misyjnym u pallotynów, franciszkanów czy salezjanów. Codziennie z parafii w Rugari dochodził beztroski śmiech i wesoły krzyk dzieci, które goniły za bananową kulą po rozległym placu Szkoły Podstawowej w Lulenga. Taka futbolówka jest dla wszystkich łatwo dostępna, bo liści bananowych wszędzie jest pełno i każde dziecko umie ją sobie zrobić. Prawdziwa piłka, skórzana czy kauczukowa, pozostaje w sferze marzeń, jest bowiem bardzo droga.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Janusz Jaraźny
tytuł: Księżyc

Gdyby przestał istnieć, ruch naszej planety stałby się bardzo chaotyczny, a klimat i życie nieznośne. Wyrównuje oś ziemską i bezpośrednio wpływa na obrót Ziemi, a tym samym na nasze istnienie. Dzięki niemu woda w oceanach, morzach, rzekach i jeziorach… jednym słowem wszystkie wody na powierzchni przemieszczają się. Czasami blaskiem rozświetla nocne krajobrazy, innym razem, tak zwyczajnie, towarzyszy nam w dzień.

Ciąg dalszy w MRN

autor: Wasylyna Bednarska

Cześć wszystkim!

Mam na imię, Wasylyna i mam 14 lat. Jestem z Ukrainy. W Polsce mieszkam od 4 lat i chodzę do 1 klasy gimnazjum. Mieszkam w Michałowicach z mamą. Lubię taniec, muzykę i śpiewanie w szkolnych konkursach, a także interesuję się koszykówką.

W wolnym czasie haftuję metodą jeszcze nie znaną w Polsce. Ta metoda to przyszywanie małych koralików do tkaniny. Zajmuję się tym od dzieciństwa i bardzo lubię to zajęcie. Chciałabym nauczyć innych takiego haftowania i myślę nawet o prowadzeniu w tej dziedzinie lekcji.

W dzieciństwie sama uczęszczałam na takie lekcje, dzięki czemu nauczyłam się haftowania oraz robienia z koralików bransoletek i naszyjników. Niestety, kiedy przyjechałam do Polski, to zapomniałam, jak robić bransoletki i naszyjniki, ale nigdy nie zapomniałam, jak przyszywać koraliki. To bardzo ciekawe zajęcie, choć wymaga poświęcenia swojego wolnego czasu.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie!

autor: s. Hildegarda M., franciszkanka MI
tytuł: Niepokalana jest pokorna!

Kegarenaki Seibowa Kenson desu!