Nie zwlekał. Paliła go miłość do dusz, które jeszcze nie znają Chrystusa. Chciał im Go dać przez ręce Tej, przez którą On sam przyszedł na ziemię – Niepokalanej. O początkach misji św. Maksymiliana w Japonii w kolejnym odcinku opowieści z cyklu „Życie św. Maksymiliana”.
Uwaga: W przygotowaniu jest książka na podstawie niniejszego cyklu. Na początku 2027 roku ukaże się ona nakładem Wydawnictwa Ojców Franciszkanów Niepokalanów.
Ojciec Maksymilian wyruszył z Niepokalanowa na misje 26 lutego 1930 roku. Towarzyszyło mu czterech braci zakonnych. On jeden był kapłanem, człowiekiem wykształconym. Wyruszyli w ogromnym pośpiechu. Jakby ich kto stąd wyganiał, albo raczej jakby pragnęli jak najszybciej zobaczyć ludzi, których kochali. Mamy pamiątkową fotografię zrobioną w Niepokalanowie. Pięciu zakonników zapuszczających brody. Wyruszyli do Warszawy, gdzie dopiero po drodze mieli uzyskać potrzebne dokumenty. Jeden z nich nie otrzymał wizy włoskiej, czyli pozwolenia ambasady na podróż do Włoch. Nie czekali na niego. Pojechali dalej pociągiem we czterech, przez Wiedeń i Rzym do Marsylii we Francji. Ten piąty nie załamał się i ruszył do Marsylii przez Niemcy i Francję.
W Marsylii, 7 marca, wsiedli na statek, który popłynął z nimi daleko na Wschód.
Ojciec Maksymilian był zdecydowany dojechać do Japonii, ale nie wykluczał, że zatrzyma się w Chinach. Rzeczywiście wysiedli w chińskim Szanghaju, próbowali się rozejrzeć, co tu można zrobić, rozmawiali z różnymi ludźmi. Spotkali pewnego chińskiego katolika, który zgodził się nawet dać misjonarzom dom w Szanghaju. W końcu ojciec Maksymilian zostawił tam dwóch braci, aby przygotowali wszystko, co jest konieczne do wydawania „Rycerza”, a sam z pozostałymi dwoma braćmi popłynął do Japonii.
24 kwietnia 1930 roku przybyli do Nagasaki. To miasto upatrzył sobie ojciec Maksymilian, ponieważ w tym mieście około czterysta lat wcześniej Japończycy ukrzyżowali sześciu franciszkańskich misjonarzy i 15 świeckich katolików, należących do franciszkańskiej rodziny. Święty Maksymilian wierzył, że ta krew musi wydać owoce, jak ziarno zasiane w ziemię wydaje kłosy pełne nowych ziaren.
Miejscowy biskup przyjął ich bardzo życzliwie. Pozwolił wydawać „Rycerza Niepokalanej” w języku japońskim, a nawet zgodził się na założenie w Nagasaki japońskiego Niepokalanowa. Tu bardzo się przydało wykształcenie ojca Maksymiliana. Biskup od dawna poszukiwał dla seminarium swojej diecezji profesora filozofii, a ojciec Maksymilian był właśnie doktorem filozofii i podjął się te wykłady prowadzić. Wszyscy trzej zamieszkali przy seminarium.
Żaden z nich nie znał ani jednego słowa japońskiego, a już po miesiącu udało im się wydrukować pierwszy numer japońskiego „Rycerza Niepokalanej”.
W maju wynajęli dom w pobliżu katedry, kupili maszynę drukarską, aby następny numer mógł być drukowany już u siebie, w tym małym i nie własnym jeszcze Niepokalanowie.
Misjonarze z Niepokalanowa oglądali Japonię w najpiękniejszej porze roku, wtedy gdy kwitły wiśnie. A trzeba wiedzieć, że do dziś Japonię nazywa się „krajem kwitnących wiśni”. Ojcu Maksymilianowi ten kraj bardzo się podobał. Już w pierwszym liście z Nagasaki napisał o tym do Polski: „Tutaj okolica bardzo piękna: góry, zieleń, morze”.
Ani święty Maksymilian, ani bracia, którzy z nim przybyli do Japonii, nie chcieli zarabiać na „Rycerzu”, ale chcieli przez to pismo opowiadać Japończykom o Bogu. Dlatego od pierwszego numeru zaczęli to pismo rozdawać. Szli na ulice miast, zatrzymywali przechodniów, kłaniali im się głęboko, jak robią to Japończycy, uśmiechali się do nich, bo przecież tylko język uśmiechów i ukłonów znali, i dawali im „Rycerza”, który po japońsku nazywał się „Seibo no Kishi”. A potem jeszcze się kłaniali i prosili z uśmiechem: „mejsin, mejsin”, pokazując kawałek papieru.
„Mej sin” to tyle co wizytówka. Mały kawałek papieru, który wielu Japończyków nosiło przy sobie, ponieważ ich nazwiska trudno było nieraz zapisać ze słuchu. Misjonarze dostawali wizytówki z adresami ludzi spotykanych na ulicach, a potem już im wysyłali „Rycerza” pocztą.
Takim sposobem zdobywali czytelników.
I od początku szukali jakiegoś terenu, na którym mogliby założyć prawdziwy Niepokalanów japoński.
MRN 04/2000, Józef Dołęgowski
Poprzednie odcinki:
Niedostępne online:
-
Urodził się w Zduńskiej Woli
-
Kim będzie to dziecię?…
-
Mieszkał też w Łodzi
-
Wychował się w pobożnej rodzinie
-
Od dzieciństwa często w kościele
-
Mundzio wzorowym uczniem
-
Wychowany w miłości Ojczyzny
-
Dzieciństwo sielskie, anielskie
-
Mundziu, co z Ciebie będzie
-
W Pabianicach – misje franciszkańskie
Dostępne online:
-
Przez zieloną granicę do Lwowa
-
W Małym Seminarium Franciszkańskim
-
Przyrzekł Niepokalanej, że będzie walczył dla Niej
-
Matka ratuje powołanie
-
Ze Lwowa przez Kalwarię do Krakowa
-
Na studia wyższe do Rzymu
-
Studiuje filozofię na Gregorianum
-
Zakłada Rycerstwo Niepokalanej
-
W 1918 r. otrzymuje święcenia kapłańskie
-
Kończy studia w Rzymie
-
Pierwsze lata w wolnej Polsce
-
Na kuracji w Zakopanem
-
Na odpoczynku zdrowotnym w Nieszawie
-
Wydaje „Rycerza Niepokalanej”
-
Św. Maksymilian nad Niemnem
-
Coraz więcej współpracowników
-
Znowu w Zakopanem
-
Trzeba zbudować klasztor MI
-
Powstaje Niepokalanów
-
Bohaterskie początki
-
Powołanie misyjne